26 sierpnia 2009

Praca!!

Dzisiaj zdobyłem się na zapytanie szefa czy nie miałby nic przeciwko temu, bym zrobił sobie z nim zdjęcia :). I nie miał nic przeciwko :). Jak spostrzegawczy czytelnik może zauważyć, mamy 7 rodzajów piwa lanego, 2 rodzaje wódek, gin, whiskey i wieeeelki telewizor. I masę innych rzeczy których nie widać. Czerwona skrzyneczka jest na napiwki, koszulka jest z Guinessa ("bo w tej polse Prada to Ty nie możesz ludzi obsługiwać"). Szef nazywa się Renato a zdjęcie robiła Ilona, jego 22-letnia dziewczyna z którą pracowałem ("Adam, are you sure you're not gay?" - "Adam, jesteś pewien że nie jesteś gejem?", "Adam, you really sleep 10 hours a day?" - "Adam, naprawdę śpisz po 10 godzin dziennie?", "Adam, the guy was looking at you and smiling - I think it is because of your big nose" - "Adam, ten facet patrzył na ciebie i się uśmiechał - to chyba przez twój duży nos", "Yeah I know, I have a big nose too" - "Tak wiem, że też mam duży nos"). I tyle. Widać że kończy się sezon turystyczny bo ludzi tyle co na lekarstwo. Obijamy się niemiłosiernie. Ilona puszcza kawałki w stylu Tiny Turner, Arethy Franklin i ciągle się chichra sama do siebie, ze mnie albo ze mną aż szef jest zazdrosny i zaczyna na mnie podejrzliwie patrzeć...


23 sierpnia 2009

Jest ok.

Wczoraj miałem najlepszy dzień w pracy. Najpierw pojawiłem się 30 min przed 6 - tak miałem pociąg. I 30 min spędziłem na rozmowie z szefem. Nawet po hiszpańsku sobie pogadaliśmy i poobgadywaliśmy jego kobietę w jej obecności. Ale newsem wieczoru było to, że szef jest posiadaczem Porsche 911. Auta nie widziałem bo stoi gdzieś na parkingu na obrzeżach centrum ale z opowiadań szefa wynika że jest to jak najprawdziwsza prawda. Mówił że kiedyś mnie przewiezie :).
Ale rzeczą która mnie utwierdziła w przekonaniu że szef nie kłamie, były opisane przez niego reakcje właścicieli knajp w okolicy. 75% z nich przestało z nim gadać. Miesiąc po zakupie samochodu miały miejsce 2 kontrole z Belastingdienst (skarbówka) w knajpie (w Holandii skarbówka ma swoje bezpłatne, anonimowe linie donosicielskie). To zakończyło się karą w wysokości 14000 euro która później została zwrócona. Szef rozwodził się na temat dwulicowości i zazdrości ze strony ludzi - zarówno tych na na zasiłku i bez pomysłu na życie jak i tych w malutkich knajpkach gdzie nikt nie chodzi. Fajnie się go tak słuchało, bo jest to człowiek który od zera doszedł do czegoś (911) nie przekraczając nawet 50.
Na najlepszy dzień w pracy złożyło się też to, że pieniądze w kasie się zgadzały, klienci byli bardzo sympatyczni (jeden facet mi powiedział że ma żonę pół Polkę, pół Brazylijkę) no i o 2 już byliśmy wolni.
W ogóle w knajpie jest fajnie. Sprawiedliwie na każdym kroku. Jak nigdy wcześniej w żadnej pracy. Napiwki - są dzielone po równo pod koniec każdej zmiany. Szef się do nich nie wtrąca, nawet jeżeli sa one podejrzanie wysokie (yessssss). Nigdy nie ma tak, że ja pracuję a Rene (mój mentor i współpracownik) się obija. Vice versa też nie :). Jak ja odmrażam sobie uszy w gigantycznej lodówce z napojami w piwnicy, to Rene paćka sobie ręce fusami z 50 kaw sprzedanych w ciągu dnia. Szef też jest ok. Gdy jest duży ruch, przychodzi do nas i pomaga zatroszczyć się o wszystko - umyje szklanki, sprzeda parę piw czy sprzątnie taras. No ale zasadniczo to my jesteśmy pracownikami a on szefem więc zdarza się to tylko w sytuacjach ekstramalnych, czytaj, 2-3 razy dziennie (yeepp...).
To tyle na dziś. Na koniec rada. Kupując 2 Corony po 5 euro każda, radzę dobrze sprawdzić czy faktycznie płaci się banknotem 10euro a nie 50euro, bo barman nie poleci za taką osobą wołając - Halo, halo! Pana 40 euro! Nie, nie. Barman pójdzie do kolegi, powie co się stało, obaj się uśmiechną i powiedzą Dajemy mu 5 minut. Potem - jego strata. Tak oto rodzą się napiwki po 20 euro na głowę

19 sierpnia 2009

A te cycuszki...

Wczoraj mnie zapytano czy nie znam kogoś kto chciałby pracować u nas w barze. Chodzi o kogoś zdecydowanego na dłuższy pobyt. Osobę skłonną do poświęceń, oddania całego siebie w działalność prężnie działającej firmy. Heh. Poważnie - jest praca. Jeżeli ktoś jest chętny to zachęcam do pisania do mnie. Email, komentarze (podać email!) i inne.
Poza tym. Pracowałem 5 dni pod rząd. Masakra. W 5tym dniu już popełniałem mnóstwo głupich błędów, nie ta whiskey, nie to piwo, nie te 2 euro.. Szef mi z uśmiechem na twarzy grozi zwolnieniem z końcem miesiąca :). Ale on jest ZIOM i wiem że mnie na lodzie nie zostawi. Tym bardziej że we wrześniu mam iść na jakiś kurs higieny organizowany przez Horecę (HO-tel RE-staurant CA-tering) co jest jednoznaczne ze zdobyciem jakiegoś tam dokumentu. W pracy ok - w weekendy z Rene - niski Holender, a poza weekendami - z Iloną - Holenderką. Ilona jest spoko - dużo mówi, pyta i czasami obnaża swoją niewiedzę na temat Polski, emigracji (do you have to come back?). Pyta czy tęsknię, czy dobrze się odżywiam, co robię w wolnym czasie, co czytam czy jaki film ostatnio widziałem i dlaczego tak dużo śpię. Ale jak trzeba zapieprzać to koniec gadania, szkło w ruch, szef pomaga i czasem na mnie krzywo spojrzy. Acha. Dał mi koszulki z Gunessa bo nie mógł znieść mojej Poolse Prada
Dzisiaj cały dzień na plaaaażżżyyy!! Słońce mnie zesmażyło aż cały jestem czerwony. Zobaczymy co z tego wyniknie. Holenderskie koleje dały ciała bo w pociągach było bardzo tłoczno, bardzo gorąco, kobiety mdlały, mężczyźni śmierdzieli a dzieci płakały. Ok - bez trzech ostatnich. Ale pierwszy raz jechałem pociągiem w Holandii, w którym nie było wolnych miejsc siedzących. Szok. No i plaża - niby taki pracowity i bogaty naród a chyba cały Amsterdam w środku tygodnia się zwalił do Zaandvort smażyć białe piersi (yesssssss) i wpieprzać frytki z majonezem. Rzeźnia. Dzieciaki mnie mało żywcem nie zasypały - tyle ich było i tak biegały. Ciekawostka. W ciągu godziny pod wodą zniknęło około 20 metrów plaży. A jako że ja leżałem 23 metry od brzegu, to zgadnijcie gdzie (dookoła kogo) Ci ludzie leżący bliżej musieli się ewakuować, hm? DAMN IT!! I nic tylko ja, ja, lekker, lekker, ferlołpen, hahaha, hihihi, Erik, KOM!!. Ech..
Co do filmów które ostatnio widziałem - Strażnicy - nie polecam. Bajka głupia jak but.
Sunshine cleaning - całkiem pocieszna historia. Uwaga! Są Momenty.
Eldorado - kolejna pocieszna historia - niskobudżetowe, belgijskie kino drogi.
PS. Jeżeli ktoś wie co to znaczy ferlołpen to niech koniecznie napisze.

15 sierpnia 2009

Praca męczy!!

Bolą mnie nogi od tego 8godzinnego deptania. Boli mnie ręka od tacy. Chce mi się spać. O rany. Chyba dlatego nazywają to pracą, bo się pracuje i człowiek się męczy.. Bez sensu. Ale w pracy jest ciekawie.
Od kłamców wyzywali mnie Anglicy.
Super-duper-helpful byłem dla Amerykanki.
Byłem cool bro' dla Amerykanina pod wpływem nie wiadomo czego (grzyby?).
Byłem też podejrzanym o kradzież przez mojego szefa. Ale to na szczęście mu przeszło. Facet ma lekką paranoję na punkcie tego lokalu. 8 kamer w tym 3 ukryte. W domu siedzi i przez nie obserwuje, na wakacje jedzie i robi to samo tylko przez internet.. Lekkie przegięcie. Ale trochę go rozumiem. Codziennie jest parę osób którym trzeba odmówić obsługi - nie chcą płacić, są naćpani, pijani, kłótliwi.. Różnie bywa.
W środę w Amsterdamie był mecz Anglia - Holandia. We wtorek musieliśmy zamknąć o 8 bo zaczynało się robić nieciekawie. A w środę było zamknięte cały dzień. Podobno był remis 2-2.

10 sierpnia 2009


Dzisiaj byłem tam. Tzn w Zandvoort. 25 min pociągiem z Amsterdamu - chyba najpopularniejsza plaża wśród mieszkańców Amsterdamu. Coś na miarę Brighton dla Londyńczyków. Plaża jak każda inna, miasteczko malutkie - centrum przy samym wybrzeżu, dworzec kolejowy zresztą też. Zresztą malutki - nawet tory się tutaj kończą :). Nic specjalnego ale fajnie sobie pojechać nad morze. Pogoda na początku była super - lekki wiatr, drobne chmurki ale popołudniu zrobiło się bardziej wietrznie i później zaczęło padać. Tyle. Kupiłem fajną książkę którą zresztą czytałem już w Polsce - Kronika ptaka nakręcacza - The wind-up bird chronicle. Kto nie czytał, jak najprędzej powinien się z nią zapoznać nie przerażając się grubością. I brakiem obrazków. Doskonała na plażę, kto ma plażę pod ręką.
Morze Północne nie jest najcieplejszym morzem na świecie (najzimniejszym zresztą też nie) na co dowodem są kąpiący się Holendrzy, którzy trochę dziwnie na mnie patrzyli gdy założyłem najpierw koszulkę, potem bluzę a później dodatkowo kaptur na głowę. Ogólnie to polecam - dużo piasku, woda słona, mewy wiecznie głodne i wścibskie.

Taa - jeżeli szukasz swojego dziecka, sprawdź najpierw czy ono nie szuka Ciebie.


Mewa obserwatorka.


Koniec torów! Rzadki widok.


Dwa widoki Amsterdamskie.


Dowód międzynarodowego uznania dla Roya Lichtensteina.
Tia.. Na rowerze wszystko można.

Na zakończenie moi znajomi, leniwie mnie obserwujący zawsze gdy przechodzę.

04 sierpnia 2009

Świątynia

bo tak po polsku będzie "The Temple", tam gdzie pracuję. Praca jest fajna. Lokal jest ok, współpracownicy są w porządku. Czym się zajmuję? Robię wszystko to co się robi w knajpie. Piwa, coś mocniejszego, kawy, cappucino, jakieś przekąski zimne i ciepłe, napoje gazowane i nie. W głównej mierze to krany z piwem - Heineken schodzi najlepiej. Potem wina. Woda. No i toaleta. Na tym to się chyba majątek zbija. Kosztuje 50c i nie ma zmiłuj. Ze względu na okolicę, jak mi to powiedziano - "pijacy, ćpuni i dziwki", jest tylko dla klientów, żeby przypadkiem ktoś nie przyszedł sobie złotego strzału zapodać.
Okolica wcale nie jest taka zła - 5 min od stacji Amsterdam Centraal, 5 min od Dam Square - coś na miarę rynku. Ale po drodze trzeba przejść przez dzielnicę czerwonych latarni poprzetykaną coffie shopami i marokańskimi dilerami. Dzisiaj szef, Renate, dał mi wykład na temat tego, kogo nie przyjmujemy w lokalu. "Pijani i krzykliwi Anglicy, polscy i bułgarscy alkoholicy (niestety), ludzi kompletnie naćpani (ci z przekrwionymi oczami jeszcze mogą być), kompletnie pijani i awanturujący się ludzie. Czarni mogą być ale trzeba na nich uważać bo różnie z nimi bywa. Marokańczycy którzy tylko wchodzą i wychodzą zadzwonić to dilerzy - won." Cały wykład urozmaicony słowami podkreślającymi dobitność wypowiedzi w stylu "get the fuck out of here", "fuck them", "kick them out or call me", "no mess, no fuckin shit". Zaskakujące jak Holender potrafi wszystko jasno wytłumaczyć. Do tego dochodzi zakaz palenia marihuany/haszyszu w lokalu i w jego obrębie co jest po prostu niezgodne z prawem.
Fajne jest to, że od pierwszego momentu mi zaufali. Dali portfel na biodra, wypchali pieniędzmi i wysłali na zewnątrz ludzi obsługiwać. Dzisiaj zdarzyło mi się wylać pół litra piwa na jakąś Niemkę i stłuc kufel, co doniosłem z drżącym głosem ale kazano mi się nie przejmować bo to zdarza się każdemu. Super.
Pracuję 8 godzin dziennie, od 17 do 1 albo od 18 do 2. Zasadniczo w weekendy więc do stawki podstawowej dochodzą napiwki które potrafią zaspokoić podstawowe potrzeby przez parę dni. Fajnie :).
Poza tym. Wczoraj wracałem do domu pociągiem, 1:11. Siedział na przeciwko mnie facet, 50 lat, skórzane spodnie, maślane oczy. Ciągle się na mnie gapił, trzymał za krocze i puszczał oczka. Hm. Obleśność nad obleśnościami. Ludzie się z niego śmiali w pociągu a na mnie patrzyli ze współczuciem. A ja się bałem geja gwałciciela, który na szczęście nie wysiadł na mojej stacji. Uf.
Dzisiaj znowu w pociągu zaskoczenie. W związku z robotami na torach, trochę zmieniono trasę o czym informowała miła pani konduktor. W dwóch językach i z uśmiechem na twarzy. Fajnie :).
Pozdrowienia dla wszystkich w Polsce, Norwegii i Grecji. Zapraszam do pisania do mnie na fb, email i gg. Jeżeli ktoś wybiera się do Amsterdamu to niech koniecznie da znać. Noclegu nie oferuję ale wspólne zwiedzanie jak najbardziej. Cheers mates!