23 sierpnia 2009

Jest ok.

Wczoraj miałem najlepszy dzień w pracy. Najpierw pojawiłem się 30 min przed 6 - tak miałem pociąg. I 30 min spędziłem na rozmowie z szefem. Nawet po hiszpańsku sobie pogadaliśmy i poobgadywaliśmy jego kobietę w jej obecności. Ale newsem wieczoru było to, że szef jest posiadaczem Porsche 911. Auta nie widziałem bo stoi gdzieś na parkingu na obrzeżach centrum ale z opowiadań szefa wynika że jest to jak najprawdziwsza prawda. Mówił że kiedyś mnie przewiezie :).
Ale rzeczą która mnie utwierdziła w przekonaniu że szef nie kłamie, były opisane przez niego reakcje właścicieli knajp w okolicy. 75% z nich przestało z nim gadać. Miesiąc po zakupie samochodu miały miejsce 2 kontrole z Belastingdienst (skarbówka) w knajpie (w Holandii skarbówka ma swoje bezpłatne, anonimowe linie donosicielskie). To zakończyło się karą w wysokości 14000 euro która później została zwrócona. Szef rozwodził się na temat dwulicowości i zazdrości ze strony ludzi - zarówno tych na na zasiłku i bez pomysłu na życie jak i tych w malutkich knajpkach gdzie nikt nie chodzi. Fajnie się go tak słuchało, bo jest to człowiek który od zera doszedł do czegoś (911) nie przekraczając nawet 50.
Na najlepszy dzień w pracy złożyło się też to, że pieniądze w kasie się zgadzały, klienci byli bardzo sympatyczni (jeden facet mi powiedział że ma żonę pół Polkę, pół Brazylijkę) no i o 2 już byliśmy wolni.
W ogóle w knajpie jest fajnie. Sprawiedliwie na każdym kroku. Jak nigdy wcześniej w żadnej pracy. Napiwki - są dzielone po równo pod koniec każdej zmiany. Szef się do nich nie wtrąca, nawet jeżeli sa one podejrzanie wysokie (yessssss). Nigdy nie ma tak, że ja pracuję a Rene (mój mentor i współpracownik) się obija. Vice versa też nie :). Jak ja odmrażam sobie uszy w gigantycznej lodówce z napojami w piwnicy, to Rene paćka sobie ręce fusami z 50 kaw sprzedanych w ciągu dnia. Szef też jest ok. Gdy jest duży ruch, przychodzi do nas i pomaga zatroszczyć się o wszystko - umyje szklanki, sprzeda parę piw czy sprzątnie taras. No ale zasadniczo to my jesteśmy pracownikami a on szefem więc zdarza się to tylko w sytuacjach ekstramalnych, czytaj, 2-3 razy dziennie (yeepp...).
To tyle na dziś. Na koniec rada. Kupując 2 Corony po 5 euro każda, radzę dobrze sprawdzić czy faktycznie płaci się banknotem 10euro a nie 50euro, bo barman nie poleci za taką osobą wołając - Halo, halo! Pana 40 euro! Nie, nie. Barman pójdzie do kolegi, powie co się stało, obaj się uśmiechną i powiedzą Dajemy mu 5 minut. Potem - jego strata. Tak oto rodzą się napiwki po 20 euro na głowę

Brak komentarzy: