10 sierpnia 2009


Dzisiaj byłem tam. Tzn w Zandvoort. 25 min pociągiem z Amsterdamu - chyba najpopularniejsza plaża wśród mieszkańców Amsterdamu. Coś na miarę Brighton dla Londyńczyków. Plaża jak każda inna, miasteczko malutkie - centrum przy samym wybrzeżu, dworzec kolejowy zresztą też. Zresztą malutki - nawet tory się tutaj kończą :). Nic specjalnego ale fajnie sobie pojechać nad morze. Pogoda na początku była super - lekki wiatr, drobne chmurki ale popołudniu zrobiło się bardziej wietrznie i później zaczęło padać. Tyle. Kupiłem fajną książkę którą zresztą czytałem już w Polsce - Kronika ptaka nakręcacza - The wind-up bird chronicle. Kto nie czytał, jak najprędzej powinien się z nią zapoznać nie przerażając się grubością. I brakiem obrazków. Doskonała na plażę, kto ma plażę pod ręką.
Morze Północne nie jest najcieplejszym morzem na świecie (najzimniejszym zresztą też nie) na co dowodem są kąpiący się Holendrzy, którzy trochę dziwnie na mnie patrzyli gdy założyłem najpierw koszulkę, potem bluzę a później dodatkowo kaptur na głowę. Ogólnie to polecam - dużo piasku, woda słona, mewy wiecznie głodne i wścibskie.

Taa - jeżeli szukasz swojego dziecka, sprawdź najpierw czy ono nie szuka Ciebie.


Mewa obserwatorka.


Koniec torów! Rzadki widok.


Dwa widoki Amsterdamskie.


Dowód międzynarodowego uznania dla Roya Lichtensteina.
Tia.. Na rowerze wszystko można.

Na zakończenie moi znajomi, leniwie mnie obserwujący zawsze gdy przechodzę.

3 komentarze:

Unknown pisze...

a nie napisze kto Ci polecił kronikę ptaka? :p

Anonimowy pisze...

mógłbyś częściej pisać na swoim blogu co tam u Ciebie słychać:)
pozdrowienia od kuzyna

Anonimowy pisze...

Pongo tus textos en el traductor de google, pero se entiende muy mal!!! se lo inventa todo... :(
Seguro que sabes quien soy, xq te escribo en español ;)