04 sierpnia 2009

Świątynia

bo tak po polsku będzie "The Temple", tam gdzie pracuję. Praca jest fajna. Lokal jest ok, współpracownicy są w porządku. Czym się zajmuję? Robię wszystko to co się robi w knajpie. Piwa, coś mocniejszego, kawy, cappucino, jakieś przekąski zimne i ciepłe, napoje gazowane i nie. W głównej mierze to krany z piwem - Heineken schodzi najlepiej. Potem wina. Woda. No i toaleta. Na tym to się chyba majątek zbija. Kosztuje 50c i nie ma zmiłuj. Ze względu na okolicę, jak mi to powiedziano - "pijacy, ćpuni i dziwki", jest tylko dla klientów, żeby przypadkiem ktoś nie przyszedł sobie złotego strzału zapodać.
Okolica wcale nie jest taka zła - 5 min od stacji Amsterdam Centraal, 5 min od Dam Square - coś na miarę rynku. Ale po drodze trzeba przejść przez dzielnicę czerwonych latarni poprzetykaną coffie shopami i marokańskimi dilerami. Dzisiaj szef, Renate, dał mi wykład na temat tego, kogo nie przyjmujemy w lokalu. "Pijani i krzykliwi Anglicy, polscy i bułgarscy alkoholicy (niestety), ludzi kompletnie naćpani (ci z przekrwionymi oczami jeszcze mogą być), kompletnie pijani i awanturujący się ludzie. Czarni mogą być ale trzeba na nich uważać bo różnie z nimi bywa. Marokańczycy którzy tylko wchodzą i wychodzą zadzwonić to dilerzy - won." Cały wykład urozmaicony słowami podkreślającymi dobitność wypowiedzi w stylu "get the fuck out of here", "fuck them", "kick them out or call me", "no mess, no fuckin shit". Zaskakujące jak Holender potrafi wszystko jasno wytłumaczyć. Do tego dochodzi zakaz palenia marihuany/haszyszu w lokalu i w jego obrębie co jest po prostu niezgodne z prawem.
Fajne jest to, że od pierwszego momentu mi zaufali. Dali portfel na biodra, wypchali pieniędzmi i wysłali na zewnątrz ludzi obsługiwać. Dzisiaj zdarzyło mi się wylać pół litra piwa na jakąś Niemkę i stłuc kufel, co doniosłem z drżącym głosem ale kazano mi się nie przejmować bo to zdarza się każdemu. Super.
Pracuję 8 godzin dziennie, od 17 do 1 albo od 18 do 2. Zasadniczo w weekendy więc do stawki podstawowej dochodzą napiwki które potrafią zaspokoić podstawowe potrzeby przez parę dni. Fajnie :).
Poza tym. Wczoraj wracałem do domu pociągiem, 1:11. Siedział na przeciwko mnie facet, 50 lat, skórzane spodnie, maślane oczy. Ciągle się na mnie gapił, trzymał za krocze i puszczał oczka. Hm. Obleśność nad obleśnościami. Ludzie się z niego śmiali w pociągu a na mnie patrzyli ze współczuciem. A ja się bałem geja gwałciciela, który na szczęście nie wysiadł na mojej stacji. Uf.
Dzisiaj znowu w pociągu zaskoczenie. W związku z robotami na torach, trochę zmieniono trasę o czym informowała miła pani konduktor. W dwóch językach i z uśmiechem na twarzy. Fajnie :).
Pozdrowienia dla wszystkich w Polsce, Norwegii i Grecji. Zapraszam do pisania do mnie na fb, email i gg. Jeżeli ktoś wybiera się do Amsterdamu to niech koniecznie da znać. Noclegu nie oferuję ale wspólne zwiedzanie jak najbardziej. Cheers mates!

Brak komentarzy: