28 czerwca 2008

Pics - den Hagg & Amsterdam

Oto widok z balkonu. To jest Amsterdam. Serio! Wiem, nie wygląda. Ale to jest Amsterdam. Od prawej - kominy które dymią 24h/dobę, centrum i wycieczkowiec ktory z bliska wygląda jak przewrócony blok z kominem. Nuuuda.

To samo tylko że w nocy.

A to widok z mojego okna. Nie ująłem tego superbrzydkiego wieżowca który jest centralnie na wprost okna. A widać zatokę i pola uprawne. Polecam rzucić okiem na mapę - to jest widok na wschód. Poprzednie 2 fotki, na zachód.

No a to, to zdjęcie z Hagi. Ten duży budynek to nie parlament (tak ja przynajmniej myślałem) ale najzwyklejszy hotel. Z Hagi jedna fotka bo to nie ja robiłem i reszta taka trochę małofajna.

Dzięki za odwiedzanie bloga! Wczoraj rekord :). 3 razy tyle odwiedzających niż zwykle. Ale to i tak mało! Podawaj adres znajomym, ludziom których znam i ludziom których nie znam. Anyone is more than welcome! Cheers mate!

26 czerwca 2008

Visitors



Do mojej współ przyjechali rodzice. Gdzieś spod Wrocławia. Jechali autem to przywieźli tonę jedzenia, milion rolek papieru i miłość do swojej córki. Tata jest trochę rasistą a ona ma czarnego chłopaka :). Sweet :). No i ciągle ze mną gadają, bla bla bla. Pierdoły. Ogólnie to wiem o nich wiele... Zbyt wiele!!
Ale są też plusy. We wtorek pojechaliśmy do Hagi, na plażę i do czegoś na kształt delfinarium tylko że z rybami. Bomba! Trochę kiczowe ale momentami cudne. Plaża też - szok że w Holandii takie coś istnieje. Molo dwupiętrowe, "bulwar" jak w Słonecznym Patrolu, policja na quadach i w terenówkach, ładna, piaszczysta plaża o szerokości 20 metrów. Nieźle. Pobyczyliśmy się, pooglądaliśmy rybki.. Takie tam. Nieprzyjemna sytuacja z rodakami w roli głównej. Stoimy przy zejścu na plażę. Było zablokowane przez leżaki czy coś. Przed nami dwójka facetów i na głos mówia: "K*** tu nie zejdziemy". Mama Basi, z sympatią w głosie: "Polacy?". Oni: "Nie k***, Ruscy". I tyleśmy ich widzieli. Alleluja. Więcej rodaków mi nie trzeba za granicą.
Ogólnie Haga mnie zaskoczyła. Szkoda że byłem z nimi bo chciałbym zobaczyć sobie centrum (Haga to stolica - taka z rządem, chyba królową i innymi) no ale i tak nie było źle.
W poniedziałek byłem w Belastingdinst - Urząd Skarbowy. Jeżeli ktoś w Polsce mówi że "Na zachodzie, to w urzędzie wszystko załatwia się w kwadrans" to mu nie wierz. Miałem wizytę umówioną na 11.. Byłem wcześniej, mówię, poczekam. Za 5 jedenasta podchodzę do okienka a babka daje mi numerek: D750. Patrzę na wyświetlacz - 270. Bosko. 2 godziny. Ale samo wyrobienie SOFI (polski NIP) zajęło 10 minut a dokument który dano mi do wypełnienia był po polsku. Sympatycznie :). Do SOFI potrzebny jest tylko paszport - żadnych wiz, pozwoleń, meldunków czy innych srutututu. Fajnie.
Wczoraj znowu byłem w centrum. Dziwna tu jest pogoda - wieje ale jest w miarę ciepło. Za zimno na krótki rękaw i rower, za ciepło na kurtkę i spacer... Hmm.. Pojeździłem po centrum, z zamiarem nie zgubienia się ale wyszło jak zawsze. Na dole jest parę fotek. Najfajniejszy był powrót. Na prom i potem ze 4 km do domu. Na rowerze to max 20 minut. Ale tylko jeżeli się człowiek nie zgubi i nie przebije mu się opona :/. Tak. Mnie to spotkało. BO-SKO! Prowadzę rower a tu jakiś kurier rowerowy stoi i mówi "Dzień przebitej opony, co? Moja druga dziś." Wkurzony na maksa dzwonił po pomoc "rowerową". Pyta czy też bym chciał skorzystać. Fuck it - pewnie z 30e by taki mechanik chciał. Doszedłem do domu i okazało się że opona nie była przebita, tylko jakimś cudem uszło z niej powietrze a ja stupid, zamiast kogoś zapytać o pompkę, dopompować i jechać dalej, prowadziłem ten rower jak kretyn. Cool.
No nic - fotki. Będzie dużo, można klikać i oglądać w powiększeniu.

Belastingdinst - Urząd Skarbowy

Stacja kolejowa - pociągi jeżdżą nad i pod ziemią.. Normalnie, na poziomie gruntu, już nie.

Takie widoki zawsze mnie kręcą. Fotka z autobusu.

Takie też lubię.

To w sumie też..

Podobnie jak i to.

Czas na fotki z miasta. Klasyka.

Transport dzieci do/z przedszkola.

Klasyka

Chociaż w wodę lepiej nie zaglądać. Syf!

Przypadkiem znalazłem się przy second handach. A tam takie smakołyki. Książki..

..plakaty..

..perełka o nas..

..dział militarny - maski, mundury, czapki, buty..

..interesujące ciuchy..

..antyki i masa innych rzeczy.

Westerpark

I znowu Westerpark.

No i mój dom.

Fotki z Hagi wrzucę innym razem bo jakoś tak wyszło że nie zrobiłem ani jednej :). Na szczęście Ci rodzice porobili miliony.

20 czerwca 2008

A'dam on/by bike

Trochę nudą wieje i trzeba było się ruszyć. Poza wcześniejszymi wyprawami na zakupy (prawdziwa wyprawa - 30 min piechotą) i do hotelu, nigdzie wcześniej nie byłem. Pożyczyłem od Ali rower i wyruszyłem. Pierwszy punkt - prom.
Ala mówiła, że między naszą "wyspą" a centrum kursuje bezpłatny prom. Coś jakby tramwaj ale po wodzie. Szybki rzut oka na mapę, określić kierunek (do końca prosto a potem w prawo), zgubić się żeby później szczęśliwym trafem znaleźć to czego się szukało.





Nie mając mapy tylko jakieś jej skrawki w głowie ruszyłem na miasto. Zasada - grunt to przed siebie. Zasadniczo to na rowerze jest bardzo bezpiecznie. Samochody przepuszczają, piesi uciekają, zawsze jest gdzie go przypiąć no i ścieżki rowerowe są po obu stronach drogi. A jak ich nie ma to można jechać środkiem ulicy, byle nie po chodniku. Najfajniejsze ścieżki są takie:



Poprostu kawałek asfaltu pomalowany na czerwono i oddzielony od samochodów białą linią. Simple as that!
W Amst dzikie zwierzęta..



..i gołębie zajmujące się tym samym czym wszędzie - jedzieniem i wydalaniem.



Poza tym kanały, turyści, łódki, turyści, mostki, turyści, parki, turyści, samochody i.. turyści. Wszędzie. Gdzie nie pójdą tam pikną fotkę, wlezą pod rower.. Poza tym ciekawe budynki. To temat na osobny wpis ale parę fotek na dobry początek:






Poza tym sztuka. Chociaż kto wie... Stoją sobie w całym mieście jakieś dziwne hmm.. monumenty bez konkretnego przeznaczenia:



Poza tym zimno trochę.. I wieje. Nie pada ale nie jest zbyt przyjemnie. W domu pewnie słoneczko, co?
Ok - to tyle. Ogólnie było fajnie. 4 godzinki jeżdżenia bez celu. Na koniec parę fotek.


Perspektywa z mojego zardzewiałego rowera.


Wodą jest się najłatwiej wszędzie dostać - nawet DHL z tego korzysta.


Czasami jednak trzeba poczekać aż zostanie podniesiony most zwodzony.


Pierwszy jaki widziałem kiedykolwiek w Holandii :). 6 miesięcy.. Coprawda z okna mam widok na wiatraki no ale to nie takie prawdziwe, tylko produkujące energię elektryczną.

19 czerwca 2008

Praca

Dzwonili do mnie wczoraj. Dostałem pracę :). Przysłali mi mailem szczegóły takie jak pensja, dodatki, ubezpieczenie itp. Dodatkowo mogę za niecałem 20€ miesięcznie żywić się w kuchni hotelowej :). Ale super! No i zwracają koszt dojazdu (za moje około 20km - bus i pociąg - dostanę 85€), dają zniżki na korzystanie z ich sieci hoteli a po pół roku pracy dostaje się pokój w hotelu na jedną noc z osobą towarzyszącą! Ale ekstra. Niestety nie ze wszystkiego będzie mi dane skorzystać.
Minusem jest to, że pracę rozpoczynam dopiero 30 czerwca.. Do tego czasu muszę załatwić numer BSN (polski NIP) oraz założyć konto w banku (trzeba do tego numer BSN - dziwne).
Tip dla chcących pracować w Holandii. Aby założyć numer BSN, trzeba udać się (albo zadzownić) do takiego specjalnego biura (coś jak u nas Urząd Sarbowy), umówić się na wizytę no i przyjść na nią z paszportem. Biuro to nazywa się Belastingdienst. W moim przypadku czas pomiędzy umówieniem się na wizytę a samą wizytą to 6 dni. Konto bankowe w jednym z czołowych banków holendesrkich, Postbank, zakładane jest od ręki a kartę wysyłają pocztą - czyli tak jak w Polsce.

17 czerwca 2008

Come back

Wróciłem do Holandii. Amsterdam konkretnie. Amsterdam Noord. Zresztą najłatwiej zajrzeć na Google Maps. Zanim znalazłem się w tym mieszkaniu miałem parę problemów ale udało się. Dla chcących zamieszkać w Amsterdamie (czy gdziekolwiek indziej) mam jedną radę - jeżeli ktoś wynajem mieszkania uzależnia od wcześniejszego przelania zaliczki, to lepiej sobie od razu darować. Ja na szczęście ocknąłem sie w miare wcześnie i nic nie straciłem.
No i mieszkam z Alicją, Basią i Partidem, chłopakiem Ali. Ala to właścicielka i mówię do niej "mama" bo jest strasznie dobra i troskliwa. Znalazłem jej ogłoszenie napisane po angielsku w necie i odpisałem po polsku bo jako adres kontaktowy podała skrzynkę na onecie. Przedstawiłem jej sprawę (że mnie chciano zrobić w konia, że za 3 dni lecę do Holandii i że jest mi źle i niedobrze i jak mi nie pomoże to się powieszę a w najlepszym wypadku zostanę polskim menelem w Amst) i mnie przyjęła. Chociaż wynajem miał rozpocząć się dzień po moim przybyciu, to zorganizowała mi materac, pościel i wszystko co trzeba i pozwoliła spać w mieszkanku. Dała kolację, opowiedziała co i jak, wydrukowała CV i takie tam. Wiesz - jak to mama.
Basia - mało z nią rozmawiałem ale Basia jest ok. Wesoła i pocieszna.
Partid - Hindus, chłopak Ali, współwłaściciel mieszkania. Nie zaiskrzyło między nami ale z rozmów z nim wnioskuję, że jest ok.
Okolica - turecko-murzyńsko-arabsko-holenderska dzielnica. Blok z wielkiej płyty otoczony budynkami 2-3 piętrowymi. Jest ok. Jedna winda jeździ na co drugie piętro a druga na kolejne co drugie więc nikt nie musi po schodach biegać.
Mieszkanie - każdy ma swój pokój, Alicja z chłopakiem + living room z tv i kablówką, balkon z widokiem na Amst (cały zarośnięty drzwami i wygląda jak puszcza) i mój pokój z widokiem na zatokę (jaaaaaaa zawsze chciałem mieć taki widok z okna). Do tego net no i podstawowe pierdoły jakie to są w mieszkaniach (rozejrzyj się u siebie i na 80% u mnie też to będzie). Nie ma zmywarki - to mi przysporzy wielu bezsennych nocy.
Praca. Jeszcze będąc w Polsce, powysyłałem swoje CV do hoteli w Amst no i odpowiedziali mi z Sheratona. Zaprosili na rozmowę i tak o 12 byłem w najbardziej luksusowym miejscu w całym swoim życiu. 2 panie - Vanessa (szef szefów) i Kim (podwładna Vanessy, boss roomservice-u). 50 minut rozmowy o tym dlaczego Sheraton, co robiłem wcześniej, co robiłem na studiach w Holandii, co mnie przyciągnęło do Sheratona, bla bla bla. Praca będzie na 90%. Zadzwonią. Tak, to jest TEN Sheraton, Luksusowy, pięciogwiazdkowy hotel gdzie pokój w promocji, w środku tygodnia gdy leje, nic się nie dzieje i w ogóle jest taka masakra że hej, kosztuje grubo ponad 100 euro.
Amst. Cetrum troche rozkopane, turystów sto milionów, chodzą i robią zdjęcia wszystkiemu i wszystkim. Nie jest źle, chociaż trochę za tłoczno dla mnie. Moja okolica jest ok. Do cetrum mam 30 min busem za 2e. Dużo... A do Sheratona to ten bus + pociąg za 3,8e. DUŻO!! Ale słyszałem że Sheraton zwraca koszty dojazdu więc może być ok.
Podróż. Katowice (8:00) >bus> Pyrzowice >samolot> Eindhoven >pociąg> Amsterdam Amstel >bus> Amsterdam Noord (14:00). 6 godzin. Nieźle. + 6 godzin czekania aż Alicja skończy prace :).
No nic - tyle styknie na dobry start. Zapraszam do częstego odwiedzania, przesłania linka znajomym, komentowania, pytania (o wszystko). Z przyjemnością odpowiem.
Ostrzegam, że ten blog będzie pochwałą Holandii, krytyką Polski, krytyką "Polaczków", Polaków ktorzy boją się stracić komin własnego domu z pola widzenia, przechwalanką, samouwielbieniem, szukaniem poklasku i takie tam. Więc albo go nie czytaj albo myśl sobie "i czym on się tak podnieca?" i czytaj dalej. Ja osobiście mam to wszystko w d.