17 czerwca 2008

Come back

Wróciłem do Holandii. Amsterdam konkretnie. Amsterdam Noord. Zresztą najłatwiej zajrzeć na Google Maps. Zanim znalazłem się w tym mieszkaniu miałem parę problemów ale udało się. Dla chcących zamieszkać w Amsterdamie (czy gdziekolwiek indziej) mam jedną radę - jeżeli ktoś wynajem mieszkania uzależnia od wcześniejszego przelania zaliczki, to lepiej sobie od razu darować. Ja na szczęście ocknąłem sie w miare wcześnie i nic nie straciłem.
No i mieszkam z Alicją, Basią i Partidem, chłopakiem Ali. Ala to właścicielka i mówię do niej "mama" bo jest strasznie dobra i troskliwa. Znalazłem jej ogłoszenie napisane po angielsku w necie i odpisałem po polsku bo jako adres kontaktowy podała skrzynkę na onecie. Przedstawiłem jej sprawę (że mnie chciano zrobić w konia, że za 3 dni lecę do Holandii i że jest mi źle i niedobrze i jak mi nie pomoże to się powieszę a w najlepszym wypadku zostanę polskim menelem w Amst) i mnie przyjęła. Chociaż wynajem miał rozpocząć się dzień po moim przybyciu, to zorganizowała mi materac, pościel i wszystko co trzeba i pozwoliła spać w mieszkanku. Dała kolację, opowiedziała co i jak, wydrukowała CV i takie tam. Wiesz - jak to mama.
Basia - mało z nią rozmawiałem ale Basia jest ok. Wesoła i pocieszna.
Partid - Hindus, chłopak Ali, współwłaściciel mieszkania. Nie zaiskrzyło między nami ale z rozmów z nim wnioskuję, że jest ok.
Okolica - turecko-murzyńsko-arabsko-holenderska dzielnica. Blok z wielkiej płyty otoczony budynkami 2-3 piętrowymi. Jest ok. Jedna winda jeździ na co drugie piętro a druga na kolejne co drugie więc nikt nie musi po schodach biegać.
Mieszkanie - każdy ma swój pokój, Alicja z chłopakiem + living room z tv i kablówką, balkon z widokiem na Amst (cały zarośnięty drzwami i wygląda jak puszcza) i mój pokój z widokiem na zatokę (jaaaaaaa zawsze chciałem mieć taki widok z okna). Do tego net no i podstawowe pierdoły jakie to są w mieszkaniach (rozejrzyj się u siebie i na 80% u mnie też to będzie). Nie ma zmywarki - to mi przysporzy wielu bezsennych nocy.
Praca. Jeszcze będąc w Polsce, powysyłałem swoje CV do hoteli w Amst no i odpowiedziali mi z Sheratona. Zaprosili na rozmowę i tak o 12 byłem w najbardziej luksusowym miejscu w całym swoim życiu. 2 panie - Vanessa (szef szefów) i Kim (podwładna Vanessy, boss roomservice-u). 50 minut rozmowy o tym dlaczego Sheraton, co robiłem wcześniej, co robiłem na studiach w Holandii, co mnie przyciągnęło do Sheratona, bla bla bla. Praca będzie na 90%. Zadzwonią. Tak, to jest TEN Sheraton, Luksusowy, pięciogwiazdkowy hotel gdzie pokój w promocji, w środku tygodnia gdy leje, nic się nie dzieje i w ogóle jest taka masakra że hej, kosztuje grubo ponad 100 euro.
Amst. Cetrum troche rozkopane, turystów sto milionów, chodzą i robią zdjęcia wszystkiemu i wszystkim. Nie jest źle, chociaż trochę za tłoczno dla mnie. Moja okolica jest ok. Do cetrum mam 30 min busem za 2e. Dużo... A do Sheratona to ten bus + pociąg za 3,8e. DUŻO!! Ale słyszałem że Sheraton zwraca koszty dojazdu więc może być ok.
Podróż. Katowice (8:00) >bus> Pyrzowice >samolot> Eindhoven >pociąg> Amsterdam Amstel >bus> Amsterdam Noord (14:00). 6 godzin. Nieźle. + 6 godzin czekania aż Alicja skończy prace :).
No nic - tyle styknie na dobry start. Zapraszam do częstego odwiedzania, przesłania linka znajomym, komentowania, pytania (o wszystko). Z przyjemnością odpowiem.
Ostrzegam, że ten blog będzie pochwałą Holandii, krytyką Polski, krytyką "Polaczków", Polaków ktorzy boją się stracić komin własnego domu z pola widzenia, przechwalanką, samouwielbieniem, szukaniem poklasku i takie tam. Więc albo go nie czytaj albo myśl sobie "i czym on się tak podnieca?" i czytaj dalej. Ja osobiście mam to wszystko w d.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

ostatni akapit najbardziej przypadł mi do gustu :P