
Do mojej współ przyjechali rodzice. Gdzieś spod Wrocławia. Jechali autem to przywieźli tonę jedzenia, milion rolek papieru i miłość do swojej córki. Tata jest trochę rasistą a ona ma czarnego chłopaka :). Sweet :). No i ciągle ze mną gadają, bla bla bla. Pierdoły. Ogólnie to wiem o nich wiele... Zbyt wiele!!
Ale są też plusy. We wtorek pojechaliśmy do Hagi, na plażę i do czegoś na kształt delfinarium tylko że z rybami. Bomba! Trochę kiczowe ale momentami cudne. Plaża też - szok że w Holandii takie coś istnieje. Molo dwupiętrowe, "bulwar" jak w Słonecznym Patrolu, policja na quadach i w terenówkach, ładna, piaszczysta plaża o szerokości 20 metrów. Nieźle. Pobyczyliśmy się, pooglądaliśmy rybki.. Takie tam. Nieprzyjemna sytuacja z rodakami w roli głównej. Stoimy przy zejścu na plażę. Było zablokowane przez leżaki czy coś. Przed nami dwójka facetów i na głos mówia: "K*** tu nie zejdziemy". Mama Basi, z sympatią w głosie: "Polacy?". Oni: "Nie k***, Ruscy". I tyleśmy ich widzieli. Alleluja. Więcej rodaków mi nie trzeba za granicą.
Ogólnie Haga mnie zaskoczyła. Szkoda że byłem z nimi bo chciałbym zobaczyć sobie centrum (Haga to stolica - taka z rządem, chyba królową i innymi) no ale i tak nie było źle.
W poniedziałek byłem w Belastingdinst - Urząd Skarbowy. Jeżeli ktoś w Polsce mówi że "Na zachodzie, to w urzędzie wszystko załatwia się w kwadrans" to mu nie wierz. Miałem wizytę umówioną na 11.. Byłem wcześniej, mówię, poczekam. Za 5 jedenasta podchodzę do okienka a babka daje mi numerek: D750. Patrzę na wyświetlacz - 270. Bosko. 2 godziny. Ale samo wyrobienie SOFI (polski NIP) zajęło 10 minut a dokument który dano mi do wypełnienia był po polsku. Sympatycznie :). Do SOFI potrzebny jest tylko paszport - żadnych wiz, pozwoleń, meldunków czy innych srutututu. Fajnie.
Wczoraj znowu byłem w centrum. Dziwna tu jest pogoda - wieje ale jest w miarę ciepło. Za zimno na krótki rękaw i rower, za ciepło na kurtkę i spacer... Hmm.. Pojeździłem po centrum, z zamiarem nie zgubienia się ale wyszło jak zawsze. Na dole jest parę fotek. Najfajniejszy był powrót. Na prom i potem ze 4 km do domu. Na rowerze to max 20 minut. Ale tylko jeżeli się człowiek nie zgubi i nie przebije mu się opona :/. Tak. Mnie to spotkało. BO-SKO! Prowadzę rower a tu jakiś kurier rowerowy stoi i mówi "Dzień przebitej opony, co? Moja druga dziś." Wkurzony na maksa dzwonił po pomoc "rowerową". Pyta czy też bym chciał skorzystać. Fuck it - pewnie z 30e by taki mechanik chciał. Doszedłem do domu i okazało się że opona nie była przebita, tylko jakimś cudem uszło z niej powietrze a ja stupid, zamiast kogoś zapytać o pompkę, dopompować i jechać dalej, prowadziłem ten rower jak kretyn. Cool.
No nic - fotki. Będzie dużo, można klikać i oglądać w powiększeniu.
Belastingdinst - Urząd Skarbowy
Stacja kolejowa - pociągi jeżdżą nad i pod ziemią.. Normalnie, na poziomie gruntu, już nie.
Takie widoki zawsze mnie kręcą. Fotka z autobusu.
Takie też lubię.
To w sumie też..
Podobnie jak i to.
Czas na fotki z miasta. Klasyka.
Transport dzieci do/z przedszkola.
Klasyka
Chociaż w wodę lepiej nie zaglądać. Syf!
Przypadkiem znalazłem się przy second handach. A tam takie smakołyki. Książki..
..plakaty..
..perełka o nas..
..dział militarny - maski, mundury, czapki, buty..
..interesujące ciuchy..
..antyki i masa innych rzeczy.
Westerpark
I znowu Westerpark.
No i mój dom. Fotki z Hagi wrzucę innym razem bo jakoś tak wyszło że nie zrobiłem ani jednej :). Na szczęście Ci rodzice porobili miliony.
2 komentarze:
Duuudeee WATEK z OPONA BOSKI LooooooL :P:P duuudeee u nos grzeje jak FIX :P
hmm.. znowu NL.. fajnie.. pozdr
Prześlij komentarz