Otóż w poniedziałek i wtorek byłem sam w barze przez całe 8 godzin. Tak się składa że 2 tygodnie temu zdałem egzamin w holenderskiej Horecy (Hotel, Restaurant, Catering) i otrzymałem dyplom który pozwala mi na bycie "managerem". I tak oto Renato (szefu) oddał w moje władanie wszystkie krany z piwem, butelki z whiskey i kasę z pieniędzmi. Żadna wielka podnieta bo on mieszka piętro wyżej i na wszystko ma oko ale jednak. Jako że sezon się trochę rozkleił pracy nie było zbyt wiele - zdarzało się nawet że przez 10 minut stałem w zupełnie pustym barze. Ale są też plusy - można sobie z ludźmi pogadać, trochę ich poznać i posłużyć "barmańską poradą". Hehe. Yesss - jestem tym barmanem który "daje porady" - na temat wszystkiego - gdzie jest red light, dworzec, centrum, taxi/metro/tramwaj. I najpopularniejsze - gdzie jesteśmy? A także - jak działają ciasteczka z haszem i gdzie je najlepiej kupić. Ile kosztuje wizyta u dziewczyny zza szyby. Gdzie na imprezę. Czy nie mam papierosów/haszu/marihuany/bletek/kokainy. Czemu nie i czy nie znam kogoś.
Potem przychodzi północ i trzeba zamykać, umyć bar (na szczęście od mycia podłóg i bardziej hardcorowych rzeczy mamy Marokańczyków o 5 rano), uzupełnić zapasy.. Później przychodzi szef, zbiera kasę, sprawdza stan, narzeka że tak mało i... czasem pochwali za dobrą robotę :). Fajnie. No i napiwki nie są dzielone na dwóch. Ale co to za napiwki jak raptem paru Amerykanów się przewinie...
23 września 2009
20 września 2009
Mieszkanie Amsterdam Zaandam
Halo halo!
Jako że się przeprowadzam, zobowiązałem się do znalezienia kogoś na moje miejsce w pokoju który aktualnie zamieszkuję.
Mieszkanie znajduje się w Zaandam, bardzo blisko Amsterdamu. W pokoju znajduje się łóżko, szafa, biurko. Do tego dochodzi wspólna łazienka i kuchnia z living roomem. Mieszkanie jest ładne, jest podłączenie do internetu - WiFi. Lokalizacja - parę minut od stacji głównej w Zaandam.
Kontakt - telefoniczny i emailowy z właścicielem - po angielsku i po holendersku - 0624393597 oraz araliya88@yahoo.com.
Dostępność - od początku października.
Konieczność wpłaty depozytu w wysokości miesięcznego czynszu.
Poza mną mieszkają tutaj jeszcze 2 osoby - właściciel i Szwed, sympatyczni spokojni ludzie i takiego współlokatora/współlokatorki poszukują.
Jako że się przeprowadzam, zobowiązałem się do znalezienia kogoś na moje miejsce w pokoju który aktualnie zamieszkuję.
Mieszkanie znajduje się w Zaandam, bardzo blisko Amsterdamu. W pokoju znajduje się łóżko, szafa, biurko. Do tego dochodzi wspólna łazienka i kuchnia z living roomem. Mieszkanie jest ładne, jest podłączenie do internetu - WiFi. Lokalizacja - parę minut od stacji głównej w Zaandam.
Kontakt - telefoniczny i emailowy z właścicielem - po angielsku i po holendersku - 0624393597 oraz araliya88@yahoo.com.
Dostępność - od początku października.
Konieczność wpłaty depozytu w wysokości miesięcznego czynszu.
Poza mną mieszkają tutaj jeszcze 2 osoby - właściciel i Szwed, sympatyczni spokojni ludzie i takiego współlokatora/współlokatorki poszukują.
17 września 2009
Kiełbasa
Od 2 tygodni mam w lodówce ogórka - takiego długiego, nie takiego małego wypierdka który jest tak poskręcany że nawet nie wiadomo jak go obrać żeby zostało coś do zjedzenia - i czekam aż coś się z nim stanie. I nic. Twardy, zielony, jakby prosto ze szklarni. Truskawki można tutaj kupić przez cały rok. Kosztują ile kosztują ale wyglądają! Wow! Dodać szampana i bita śmietanę i mogą występować u boku Meg Ryan w jakimś płakańcu. Sklepu mięsnego jeszcze nie widziałem. Mięso mielone, piersi z kurczaka czy inne sprzedawane są na styropianowych tackach, wszystkie identyczne z różnicą w wadze dochodzącą do 10 gram. Kurczak smakuje jako tako ale mielone? Hm.. Jest dziwne. Chleb. W markecie jest chleb na bazie powietrza. Całą paczkę można ścisnąć i mieć jedną twardą kromkę o grubości.. jednej miękkiej kromki. Za to jest masa gotowych potraw - spaghetti, ryżu, frytków, sałatek, sałat. Moim faworytem są małe, obrane marchewki. Pozostałe warzywa i owoce - wszystko piękne - pomidorki czerwoniutkie, nie za duże nie za małe, okrąglutkie, zawsze w identycznym rozmiarze. Fasolka zieloniutka, jabłuszka pachnące, nie obite i świecące. Banany doskonałe - bardzo rzadko kiedy są czarne, nawet nie czarnawe - zawsze żółto(ach, co to za żółć!!)-zielone. Brzoskwinie, nektarynki - boskie. Ale.. Wszystko to smakuje jakoś tak inaczej.. Tzn - rzeczy które w Polsce są z Polski (pomidory, mięso) tutaj mają taki biedny smak - niepełny, czegoś im brakuje. Założę się że jeżeli pojechałbym gdzieś i zjadł banana z drzewa (palmy?) i porównał z tym z marketu, to bym się zdziwił. Nawet mleko jest trochę inne. Jakieś takie.. mało mleczne. No i nie ma kefirów. I tylu jogurtów. Kurde. Piwo - niby Heineken a smakuje jak rozwodnione Tyskie. A najgorsze na koniec. Nie ma kiełbasy, nie ma kabanosów, tylu szynek.. Prince Polo, ptasiego mleczka też nie ma. Wszystko może wygląda ładnie, na półkach jest porządek ale jednak.. Za tym się tęskni. Ta biała kiełbasa z musztardą kamis.. O rany rany.. Wszystko tutaj mają na wysoki połysk ale jak ten połysk dodawali to chyba za dużo rzeczy przy okazji usunęli. Bo nie wyobrażam sobie żeby w tym kraju nigdy nie było normalnej kiełbasy :).
I Linda na koniec.
I Linda na koniec.
10 września 2009
Amsterdamski
Wszyscy tutaj myślą że wszystko co polskie kończy się na -ski. I żeby mnie w tym utwierdzić nazywają mnie Adamski. A nawet Supermenski ale to raczej prześmiewczo. W pracy wolne więc sobie chodzę tu i tam. I robię zdjęcia, które poniżej.
Kolacja na balkonie. Było tam też starszy pan ale uciekł zanim zdobyłem się na zrobienie zdjęcia.
Amsterdamski ogród botaniczny. Od zewnątrz. Spóźniłem się.


Tu siedzi Pan(i) podnoszący most zwodzony.
Tutaj znowu się spóźniłem - ale to była para małżeńska która przyjechała na rowerze (pani w przyczepce) wraz z fotografem żeby sobie zdjęcia zrobić w parku.
Nasi!! Hura...
A to mój mentor - Rene. Z nim pracuję od początku. Dłuższa historia o tym chłopaku ale to innym razem. Sympatyczny!
Była projekcja plenerowa! A ja akurat Guinessy nalewałem i limonki na Corony nadziewałem :(. Ps - film Sztuczki się w oryginale nazywa.
Najlepszy przyjaciel zpacerującego turysty płci męskiej. Open-air-pisuar! Yeah babe!!




Kolacja na balkonie. Było tam też starszy pan ale uciekł zanim zdobyłem się na zrobienie zdjęcia.
Amsterdamski ogród botaniczny. Od zewnątrz. Spóźniłem się.

Tu siedzi Pan(i) podnoszący most zwodzony.
Tutaj znowu się spóźniłem - ale to była para małżeńska która przyjechała na rowerze (pani w przyczepce) wraz z fotografem żeby sobie zdjęcia zrobić w parku.
Nasi!! Hura...
A to mój mentor - Rene. Z nim pracuję od początku. Dłuższa historia o tym chłopaku ale to innym razem. Sympatyczny!
Była projekcja plenerowa! A ja akurat Guinessy nalewałem i limonki na Corony nadziewałem :(. Ps - film Sztuczki się w oryginale nazywa.
Najlepszy przyjaciel zpacerującego turysty płci męskiej. Open-air-pisuar! Yeah babe!! 



07 września 2009
O mówieniu "nie"
Ktoś mnie ostatnio zapytał czy czuję się dobrze jako "przynieś podaj pozamiataj". Zapewne wiele osób chciałoby mi to pytanie zadać ale im głupio więc sam spieszę z odpowiedzią.
Zasadniczo to moja praca polega na przynoszeniu i podawaniu. Na szczęście od zamiatania mamy Marokańczyków którzy pracują około godziny 5 rano..
Ale mylisz się - ta praca daje satysfakcję. Daje radość. Nie czuję się gorszy gdy rozmawiam z klientem. Czuję się równy z Amerykaninem, Hiszpanem, Anglikiem Rosjaninem, Szwedem czy Polakiem. Nie jestem ich służącym bo jestem godziwie za swoją pracę wynagradzany - przez szefa i przez klienta bezpośrednio. Mieszkam w pięknej okolicy, w czystym kraju, czuję się tutaj bezpiecznie i dobrze. Pensja pozwala mi na małe szaleństwa, na zwiedzanie, odwiedzenie przyjaciół w Europie, kawę czy piwo za 3 euro, opłacenie czynszu, zakup jedzenia i odłożenia ponad 50% tego co zarobię.
Szef i współpracownicy mi ufają, szanują mnie, okazują wyrozumiałość i zainteresowanie mną, moim krajem i moim życiem prywatnym. Vice versa zresztą.
Dlatego też nie czuję się jak przynieś podaj pozamiataj ale jak osoba która się spełnia.
Oczywiście - mogłem zostać w Polsce, mieszkać z rodzicami i pracować w jakiejś firmie. Pracowałbym w garniturze, koszuli, od 9 do 17. Może nawet by mi się tam podobało. Może nawet bym dobrze zarabiał. Ale wiem że to nie to czego szukam i że to by mnie tłamsiło.
Wiem też że Amsterdam to nie jest miejsce gdzie zostanę do końca życia. Jest tutaj fajnie ale wszystko może się znudzić. Są też rzeczy, które irytują - jakość jedzenia, tłok. No i coś wewnątrz, co każe mi iść na przód, nie osiadać, nie zapuszczać korzeni czy pozwolić sobie na zbytnie przywiązanie.
Chcę móc sobie kiedyś na pytanie "Żałujesz tego jak żyłeś?" odpowiedzieć "Nie".
Zasadniczo to moja praca polega na przynoszeniu i podawaniu. Na szczęście od zamiatania mamy Marokańczyków którzy pracują około godziny 5 rano..
Ale mylisz się - ta praca daje satysfakcję. Daje radość. Nie czuję się gorszy gdy rozmawiam z klientem. Czuję się równy z Amerykaninem, Hiszpanem, Anglikiem Rosjaninem, Szwedem czy Polakiem. Nie jestem ich służącym bo jestem godziwie za swoją pracę wynagradzany - przez szefa i przez klienta bezpośrednio. Mieszkam w pięknej okolicy, w czystym kraju, czuję się tutaj bezpiecznie i dobrze. Pensja pozwala mi na małe szaleństwa, na zwiedzanie, odwiedzenie przyjaciół w Europie, kawę czy piwo za 3 euro, opłacenie czynszu, zakup jedzenia i odłożenia ponad 50% tego co zarobię.
Szef i współpracownicy mi ufają, szanują mnie, okazują wyrozumiałość i zainteresowanie mną, moim krajem i moim życiem prywatnym. Vice versa zresztą.
Dlatego też nie czuję się jak przynieś podaj pozamiataj ale jak osoba która się spełnia.
Oczywiście - mogłem zostać w Polsce, mieszkać z rodzicami i pracować w jakiejś firmie. Pracowałbym w garniturze, koszuli, od 9 do 17. Może nawet by mi się tam podobało. Może nawet bym dobrze zarabiał. Ale wiem że to nie to czego szukam i że to by mnie tłamsiło.
Wiem też że Amsterdam to nie jest miejsce gdzie zostanę do końca życia. Jest tutaj fajnie ale wszystko może się znudzić. Są też rzeczy, które irytują - jakość jedzenia, tłok. No i coś wewnątrz, co każe mi iść na przód, nie osiadać, nie zapuszczać korzeni czy pozwolić sobie na zbytnie przywiązanie.
Chcę móc sobie kiedyś na pytanie "Żałujesz tego jak żyłeś?" odpowiedzieć "Nie".
01 września 2009
Proza życia
Hm. Moje życie jest nudne i monotonne. Muszę się przyznać. Widać to na blogu - miesiąc zachwytu i teraz cisza. Po mału wszystko wydaje mi się coraz to bardziej normalne i zwyczajne. Czekam na okres kiedy zasznie być nudne i irytujące - mam nadzieję że nie nastanie to prędko.
Co raz więcej dowiaduję się o knajpie. W weekend mieliśmy najazd ludzi bo w pobliżu (20 metrów) były jakies koncerty. A że padał deszcz to każdy szukał schronienia. No i padło na nas... 100 osób w ciągu 5 minut i 3 barmanów. MA sa kra. Chociaż czas leciał szybko. No i plastikowych kubków nie trzeba myć :).
Wtedy też poznałem Ramona który nam pomagał (ten trzeci barman). Ramon z szefem zakładał tą knajpę, która na początku składała się z 2 kranów z piwem. Opowiadał jak to kiedyś pracowali przez cały dzień sprzedając piwo i pompy się im spaliły. Co z tego, skoro po tym jednym dniu mieli worki (dosłownie) pieniędzy. Taaa.. Tak zaczyna się biznes. Od zera. Potem ma się Porsche i 22 letnią dziewczynę. I Poloka co robi za pół darmo :). Nie, nie. Nie za pół darmo.
W pracy nastała cisza. Weekend był wyjątkiem. Ludzi jak na lekarstwo. Przy dobrej pogodzie ktoś może tam zajrzy ale gdy pada albo gdy jest zimno to przez 2 godziny stoi się w miejscu i nie robi dosłownie nic. Tak na przykład było wczoraj. W celu zabicia czasu, oglądaliśmy z Iloną i szefem stary koncert Queen na Wembley. I tyle. Poza tym dostałem wypłatę. W kopercie, w drobniakach z wyliczeniem na świstku papieru - oldschool. Grunt że na emeryturę już mi się zbiera :).
Dzisiaj mam wolne i w ramach małego uczczenia zawitałem do chińskiej restauracji i uraczyłem się smakowitym ryżem z krewetkami. Fotka. Kwiatka nie zjadłem, chociaż kusił strasznie.
Wczoraj miałem incydent. 5 Anglików 27-30 lat. Pijanych. Takim sprzedajemy jedno piwo i więcej nie obsługujemy. No i jak to takim powiedzieć... "Przykro mi, jesteście tak pijani że wolelibyśmy żebyście sobie poszli"? Hm. Na szczęście mnie w tym wyręczono i obyło się bez scen. Szef mi później tłumaczył: "Wyobraź sobie, że knajpa, to twój pokój i ktoś Ci robi w nim chlew, wydziera się i robi zamęt. Potraktuj go tak jak on Ciebie. I pamiętaj - oni są na wakacjach i im hamulce puszczają." Hm. Zobaczymy jak sobie poradzę w przyszłości.. Dodatkowo w aresnale mam urządzenie do zagłuszania sygnału telefonów komórkowych, komendę policji w odległości 300 metrów no i szefa który mieszka piętro wyżej lub przesiaduje przed knajpą trenującego groźny wygląd.
Tyle. Jeżeli ktoś ma pomysły na zabicie czasu w Amsterdamie w dzień, to niech się podzieli. Do zoo nie pójdę. Do Madame Tussauds też nie.
Co raz więcej dowiaduję się o knajpie. W weekend mieliśmy najazd ludzi bo w pobliżu (20 metrów) były jakies koncerty. A że padał deszcz to każdy szukał schronienia. No i padło na nas... 100 osób w ciągu 5 minut i 3 barmanów. MA sa kra. Chociaż czas leciał szybko. No i plastikowych kubków nie trzeba myć :).
Wtedy też poznałem Ramona który nam pomagał (ten trzeci barman). Ramon z szefem zakładał tą knajpę, która na początku składała się z 2 kranów z piwem. Opowiadał jak to kiedyś pracowali przez cały dzień sprzedając piwo i pompy się im spaliły. Co z tego, skoro po tym jednym dniu mieli worki (dosłownie) pieniędzy. Taaa.. Tak zaczyna się biznes. Od zera. Potem ma się Porsche i 22 letnią dziewczynę. I Poloka co robi za pół darmo :). Nie, nie. Nie za pół darmo.
W pracy nastała cisza. Weekend był wyjątkiem. Ludzi jak na lekarstwo. Przy dobrej pogodzie ktoś może tam zajrzy ale gdy pada albo gdy jest zimno to przez 2 godziny stoi się w miejscu i nie robi dosłownie nic. Tak na przykład było wczoraj. W celu zabicia czasu, oglądaliśmy z Iloną i szefem stary koncert Queen na Wembley. I tyle. Poza tym dostałem wypłatę. W kopercie, w drobniakach z wyliczeniem na świstku papieru - oldschool. Grunt że na emeryturę już mi się zbiera :).
Dzisiaj mam wolne i w ramach małego uczczenia zawitałem do chińskiej restauracji i uraczyłem się smakowitym ryżem z krewetkami. Fotka. Kwiatka nie zjadłem, chociaż kusił strasznie.
Wczoraj miałem incydent. 5 Anglików 27-30 lat. Pijanych. Takim sprzedajemy jedno piwo i więcej nie obsługujemy. No i jak to takim powiedzieć... "Przykro mi, jesteście tak pijani że wolelibyśmy żebyście sobie poszli"? Hm. Na szczęście mnie w tym wyręczono i obyło się bez scen. Szef mi później tłumaczył: "Wyobraź sobie, że knajpa, to twój pokój i ktoś Ci robi w nim chlew, wydziera się i robi zamęt. Potraktuj go tak jak on Ciebie. I pamiętaj - oni są na wakacjach i im hamulce puszczają." Hm. Zobaczymy jak sobie poradzę w przyszłości.. Dodatkowo w aresnale mam urządzenie do zagłuszania sygnału telefonów komórkowych, komendę policji w odległości 300 metrów no i szefa który mieszka piętro wyżej lub przesiaduje przed knajpą trenującego groźny wygląd.
Tyle. Jeżeli ktoś ma pomysły na zabicie czasu w Amsterdamie w dzień, to niech się podzieli. Do zoo nie pójdę. Do Madame Tussauds też nie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)