23 września 2009

Się pochwalę, a co

Otóż w poniedziałek i wtorek byłem sam w barze przez całe 8 godzin. Tak się składa że 2 tygodnie temu zdałem egzamin w holenderskiej Horecy (Hotel, Restaurant, Catering) i otrzymałem dyplom który pozwala mi na bycie "managerem". I tak oto Renato (szefu) oddał w moje władanie wszystkie krany z piwem, butelki z whiskey i kasę z pieniędzmi. Żadna wielka podnieta bo on mieszka piętro wyżej i na wszystko ma oko ale jednak. Jako że sezon się trochę rozkleił pracy nie było zbyt wiele - zdarzało się nawet że przez 10 minut stałem w zupełnie pustym barze. Ale są też plusy - można sobie z ludźmi pogadać, trochę ich poznać i posłużyć "barmańską poradą". Hehe. Yesss - jestem tym barmanem który "daje porady" - na temat wszystkiego - gdzie jest red light, dworzec, centrum, taxi/metro/tramwaj. I najpopularniejsze - gdzie jesteśmy? A także - jak działają ciasteczka z haszem i gdzie je najlepiej kupić. Ile kosztuje wizyta u dziewczyny zza szyby. Gdzie na imprezę. Czy nie mam papierosów/haszu/marihuany/bletek/kokainy. Czemu nie i czy nie znam kogoś.
Potem przychodzi północ i trzeba zamykać, umyć bar (na szczęście od mycia podłóg i bardziej hardcorowych rzeczy mamy Marokańczyków o 5 rano), uzupełnić zapasy.. Później przychodzi szef, zbiera kasę, sprawdza stan, narzeka że tak mało i... czasem pochwali za dobrą robotę :). Fajnie. No i napiwki nie są dzielone na dwóch. Ale co to za napiwki jak raptem paru Amerykanów się przewinie...

Brak komentarzy: