22 grudnia 2009

Come back ^2

Ostatni tydzień spędziłem pod palmami, na plaży przy oceanie. Playa del Ingles, Gran Canaria, Hiszpania. Było fajnie. Średnia temperatura 22C, Słońce przez 5 z 7 dni które tam spędziłem, wyżerka życia, pokój codziennie sprzątany. Zero śniegu, zero chłodu. Ale też zero skwaru, zero potu. Codziennie w klapkach, krótkich spodenkach i koszulce. Pływanie w ocenia, pływanie w basenie. Fajnie. Tyle. Nie ma co się rozpisywać.
Pojutrze (czwartek) jest wigilia i jest też mój lot do Polski. 13:20 Eindhoven > Katowice. Lądowanie po 15. Już nie mogę się doczekać. Dzisiaj rano, gdy w Amsterdamie zastałem śnieg to poczułem że faktycznie są święta. Oprószone śniegiem drzewa, białe ulice i spóźnione pociągi jakoś bardziej kojarzą się ze świętami niż palma owinięta lampkami. Zdjęć z Amsterdamu pod śniegiem jeszcze nie mam ale jutro porobię i wrzucę. Na razie wakacje. W fotki można (i należy) klikać co by większe się zrobiły.




Piwo (cerveza) w Burger Kingu.










Po polsku - ul. Miodowy księżyc.

Pan TW w całkiem wymownej reklamie na Schiphol.

Wieloryby na plaży.

Widok z balkonu. Muuuuy bien.

Muy, muuuuy bien.





Wydmy


Białe powitanie.

Zapomniana skrzynia z żółwiami na Schiphol.

11 grudnia 2009

Step ahead

W Holandii, zdobycie pracy biurowej odbywa się trochę inaczej niż w Polsce. Otóż najpierw wyszukuje się ogłoszenia, które z reguły jest na stronie agencji pośrednictwa, później wysyła się CV do agencji, ma się tam wstępną rozmowę na podstawie której kandydatowi szuka się pracy i pracodawcy pracownika, później potencjalnego pracownika wysyła się do firmy i tam jest kolejna, już poważna rozmowa. Ja dzisiaj miałem krok trzeci - rozmowę w agencji. Było bardzo sympatycznie. Nie tak jak na klasycznych rozmowach, gdzie pracownik jest sprawdzany, zadaje się mu te idiotyczne pytania (gdzie się widzisz za 5 lat? jakie są twoje silne/słabe strony?). Tutaj mieliśmy rozmowę na temat tego co chciałbym robić, czego mają mi szukać, w jakim kierunku chcę się rozwijać, co potrafię i co może mi się przydać. Czy jestem gotów dojeżdżać do Rotterdamu, Utrechtu czy Hagi. Ile chciałbym zarabiać. Było sympatycznie - oczywiście stres jest ale umiarkowany. Pani okazała się bardziej przyjacielem niż "bad cop, good cop". Później przyszła jej koleżanka (oł yeah...) która zajmuje się tym samym, w skrócie pogadaliśmy o tym samym, potem o Polsce, o Hiszpanii i poszedłem do domu. Teraz mam czekać. Zobaczymy. Ala, moja współ, mówi że coś mi na pewno znajdą. Te miłe panie też powiedziały że coś na pewno się znajdzie. Więc jestem dobrej myśli ale nadal szukam na własną rękę.
Co więcej. W barze już nie pracuję, od niedzieli. Trochę nudno bez pracy ale spoko - o dziwo da się przeżyć :).
Wtorek-środa-czwartek był u mnie znajomy (Pikuuuuuś) - byliśmy królami parkietu którego nie było w barze gdzie nikt nie tańczył. Tiaaa :).
W poniedziałek lecę na tydzień do Hiszpanii - mam nadzieję się opalić, może trochę hiszpański podszkolić i odpocząć po ponad czterech miesiącach pracy po 40-45 godzin tygodniowo. Super.
Z Hiszpanii wracam we wtorek w nocy, wtorek i środę przeznaczam na zakupy prezentów (coś komuś? - no drugs), pakowanie, łzy wzruszenia i łzy rozstania. W czwartek (wigilia) o 15:30 ląduję w Katowicach i zaczynają się prawdziwe polskie święta :). Tyle.
Blog nie umrze bo coś czuję że tu jeszcze wrócę.

02 grudnia 2009

Syndrom pełni księżyca.

W poniedziałek, jadąc do pracy, zauważyłem że jest pełnia. Szef zawsze mówi - "o, pełnia, będą się działy dziwne rzeczy". Zawsze coś się działo ale jakoś nic specjalnie niesamowitego. Tym razem było inaczej. Miałem 2 wieczory pod rząd, właśnie wróciłem z drugiego, ostatniego. I ALLELUJA!! Było ciekawie.
Słowem wstępu - w barze toalety znajdują się w piwnicy, trzeba tam zejść po schodkach, wrzucić 50 centów "w klamkę" i można korzystać. Wiele osób jest zdziwionych ale z reguły wszyscy płacą. Bywają też dziwacy którym się to nie podoba i kopią w drzwi i takie tam. Dlatego na drzwi toalet skierowana jest kamera, której podgląd znajduje się w barze - ekranik dla mnie i dla klientów. Dzisiaj przyszedł pan, zobaczył że trzeba płacić i postanowił wysikać się na drzwi. Spoko. Dzwonię po szefa, który zajął się petentem - facet dostał plastikowy kubek na piwo, został upokorzony przed całym barem i po prostu uciekł. Pierwszy raz się to zdarzyło - a pracuję tutaj 4 miesiące. Zmiana spokojnie leciała dalej, 10 min przed zamknięciem przychodzi 2 Holendrów. Kupują piwo. Jeden idzie do ubikacji. Patrzy, trzeba płacić. I co robi? Rozpina spodnie. Adam oczywiście, nauczony doświadczeniem biegnie na dół i załatwia sprawę po swojemu - co będzie po szefa dzwonił:
Ja: "What the fuck are you doing?!?!"
Klient: "Nothing - I just wanted to go to the toliet."
"You pants are open, you started to piss on the door, I saw you on the camera!! Get the fuck out of my bar!"
"Ok, ok, easy..."
"No easy! Get the fuck out, NOW! You idiot."
O rany, rany - wtedy poczułem się wspaniale. Władza. Upokorzenie. Krew pulsująca w skroniach. Lekkie drżenie dłoni. Oooch to było wspaniałe. Róbcie to częściej - I loooove it!
Pełnia ma coś w sobie. Radzę uważać na swoje zachowanie i na zachowanie innych. Z poprzednich doświadczeń przytoczę inne. Wchodzi 24latek do baru. Czerwony. Zęby zacisnięte. Pobudzony. Kokaina czy speed - nieważne. "Daj mi piwo". "Nie, wypiłeś już zbyt wiele, sorry". "Dawaj piwo!". "Nie" - odchodzę, czekam aż wyjdzie. "Rozpier*** cały ten bar! Spalę go! Zabiję cię!". Przyszedł szef, kolesia już nie było. Wrócił po 10 minutach, przeprosił, nie wiedział co w niego wstąpiło. Było nosek pudrować w czasie pełni?
I inne...