29 stycznia 2007

Wszystko sie rozkreca...

Dzieki za komentarze! Bardzo podbudowujace :).
Troche juz sie obeznalem w okolicy i jest coraz lepiej :).
Po przyjezdzie mielismy Integration Days ktore wygladaly nastepujaco:
Czwartek - zwiedzanie szkoly, zapoznawanie sie ze wszystkim i takie tam
Piatek - zwiedzania Arnhem i jego przenudnych podziemi. Potem zabrano nas do restauracji i nakarmiono do syta tradycyjnymi potrawami :). W miedzyczasie odbyl sie quiz o Holandii - bylo milo.
Sobota - wieczorem, po poltoragodzinnej lekcji salsy zabrano nas do Aspen Valley - lokal z "gorskim"wystrojem (narty, sanki...) - kazdy dostal 2 zetony na napoje w barze. Potem juz trzeba bylo placic samemu - 2euro za 0,2l piwa to chyba lekka przesada.. Rafael stawia tequille.
Nastepnie poszlismy do innego klubu - tym razem Century X (chyba) gdzie dostalismy jakis przekaski. Fajnie bylo :)
W miedzyczasie, w piatek, mialo miejsce "Australian party". Tzn - impreza w mieszkaniu Australijczykow. Ich tu chyba jest najwiecej - bodajze dziesiecioro. Kupilismy z Julianem 3 butelki wina i nawet nie wiem jak znalazlem sie w swoim lozku. Tymbardziej ze trzeba sie do niego wspinac po drabince..
Pogoda - jest w miare... Nie ma sniegu, czasami pada i wieje ale nie ma zle. Z tego co slyszalem to w Polandii jest gorzej :).
Za pare godzin wrzuce kilka fotek, wiec mniej wiecej zobaczysz co i jak.


Lekcja salsy




Amerykanie :)




Francuzi - Fred i Davi




Julian - moj wspollokator. Zwykle jest bardziej usmiechniety.

25 stycznia 2007

Poczatek.

Udalo sie - dostarlem.
Wczoraj - pobudka o 2:15, poltora godziny drogi na lotnisko, opozniony samolot, 4 przesiadki zeby dotrzec z Dortmundu do Arnhem. Na dwrocu zaskoczenie - czekali na nas ludzie z uczelni zeby nam pomoc. Wpakowalismy bagaze do vana, zawiezli nas do agencji ktora zajmuje sie wynajmem mieszkan i porozwozili do nich :). Super! Popoludnie spedzone w towarzystwie Meksykanczyka Rafaela, Australijczyka ?? i Irlandczyka Desa. Spoko.
Mieszkanie. 3 pokoje 1-osobowe + lazienka, kuchnia i living-room ze skorzanymi kanapami i kablowka. Netu nie ma ale ma byc.
Mieszkam z Francuzem Julianem z Paryza i Turkiem ktory ma imie ktorego nie da sie zapamietac. Jest spoko - w miare cicho i spokojnie.
Dzisiaj zaczal sie Intorduction Week. Dostalismy Plakietki z imieniem, nazwiskiem i krajem pochodzenia, powiedziano nam o co mniej wiecej biega. Potem pozwiedzalismy szkole. Rany.. Super design, wszystko w drewnie szkle i metalu. Poprostu - wow! W kafejkach sprzedaja piwo co zaskoczylo June - Koreanczyka :). Ksero, komputery, drukarki, czytelnia, biblioteka sa skomputeryzowane - kazdy ma swoja karte (nam maja dac w przeciagu tygodnia) i umieszcza ja w czytniku i jest. Mozna nawet nimi placic w kafejce! Po 2 godzinach oprowadzania zabrano nas na lunch do szkolnej 'Kantin'.
Jest dobrze - ludzie sa z calego swiata - Od Australii przez Koree, Wegry, Rumunie, Niemcy, Holandie po Meksyk, Stany i Kanade. Szok. Nie to co u nas..
Co do samej Holandii - jest niezle. Zimno jak w Polsce ale nie ma sniegu - tu go podobno nigdy nie ma. No i rowery. Wszedzie sciezki i tlumy rowerzystow. Jakies 200 rowerow stoi przed samym dworcem. Niezle..
Zaniedlugo bede mial podlaczenia do netu w mieszkaniu wiec wrzuce jakies fotki, moze film..
Zapraszam do komentowania. Tylko nic ckliwego MAMO..