11 października 2009

Ludzie

Do baru przychodzą najdziwniejsi ludzie. Od 7latków przepełnionych ekstazą pierwszego razu w miejscu z założenia dla dorosłych, poprzez osoby samotne, pary i grupy 20-osobowe. Ci którzy zapadli mi w pamięć to:
- Francuzi którzy z angielskiego nie znali ani słowa. Nawet "one", "beer","and" "water", "please" - coś niesamowitego. Zdarza się to co jakiś czas i ma to miejsce TYLKO w przypadku Francuzów.
- Włosi którzy o północy zamawiają "seven espresso pliiiiis"
- 8letni Holendrzy którzy zamawiają i rozmawiają ze mną płynną angielszczyzną (oczywiście byli z rodzicami)
- niezawodni Anglicy o 11 rano zamawiający "pajnt of hajneken, mejt end łan pak of łokers krisps, plis" (poproszę dużego Heinekena i paczkę chipsów)
- naćpani marokańscy emigranci na odmowę obsłużenia reagujący "I fuckin kill you you asshole and I will destroy this place" - zdarzyło się raz i prawie po policję dzwoniliśmy.
- czarnoskórzy którzy siedząc przy stoliku, metr od baru, zamiast podejść i zamówić wolą pstrykać na barmana palcami, wykłócać się o resztę i z dumą wyciągać 50 euro z portfela. Pominę fakt że w kasie pięćdziesiątek, setek i dwusetek jest mnóstwo i próba zaimponowania zamieniła się w całkowity blamaż.
Teraz jednostki:
- dzisiaj największe zaskoczenie - profesjonalny magik! Anglik który z chwilą przejścia na emeryturę (50 lat) postanowił czarować dla pieniędzy. Siedział przy barze przez godzinę i pokazywał sztuczki - szok! Pracuje 2 tygodnie w Vegas, potem 2 tygodnie w Londynie i tak w kółko z przerwą na wyjazdy na zamówienie np Amsterdam.
- gejowaty koleś który mnie pytał kiedy pracuję bo zajebiście mi to wychodzi
- prawnik z Kalifornii który jak się dowiedział że urodziny mam 12 lipca, powiedział że coś nas łączy dał mi swój email i kazał do siebie napisać. Chodzi o to że jego córka ma urodziny 6 lipca a syn 18. Był normalny, nie taki jak typ powyżej. Do tego ma dom w Meksyku w którym nie mieszka ale którym się wymienia i dzięki zamianie z Holendrem znalazł się z żoną Amsterdamie.
- Steve skądś tam który zamordowałby wszystkich tych dilerów, złodziei i pedofili.
- facet który przyszedł do baru prosto z coffie shopu i nie mógł powstrzymać się od idiotycznego śmiechu wszystkich nim dookoła zarażając. No i jego kumple którzy też się chichrali mówiąc "dude, why are we laughing?"
- facet bez zęba który zamawia 2 Guinessy żeby drugi miał doskonałą temperaturę gdy skończy pierwszego.
- kompletnie pijana laska która mówiła "come and talk to me because I really need to talk to someone and you are so cute" (chodź tutaj i ze mną porozmawiaj, bo muszę z kimś pogadać a Ty jesteś taki przystojny).
- Hiszpan wygodnie rozłożony przy stoliku na tarasie z jointem w jednej ręce i space cakiem (ciasteczko z haszyszem) w drugiej mówiący "I thought is was a coffie shop" (myślałem że to coffie shop).
- nieznany osobnik, który zostawił w ubikacji reklamówkę ze swoimi odchodami.
- Hiszpanie przebrani za torreadorów - wieczór kawalerski.
- Anglicy przebrani za pilotów - wieczór kawalerski.
- Holenderki przebrane za czarodziejki - wieczór panieński.
- Szkoci w kiltach - biznesmeni sprzedający... kilty.
- Szkoci w kiltach - tancerze.
I masa, masa innych. Ludzie potrafią być przedziwni i jeżeli ktoś mówi że nic go nie zaskoczy, niech wpadnie na 8godzinną zmianę - polecam piątek albo sobotę.

Brak komentarzy: