01 lipca 2008

El primer día

00:20. Tired on ns*

No i zaczęło się..
O 14 wylądowałem w Sheratonie, zatroszczono się o mnie, nie pozwolono żebym podpisał nic czego nie rozumiem (tj przetłumaczono mi kilkanaście stron po holendersku), dano seksi ciuszki (fotka będzie), kluczyk, 2 karty magnetyczne (jedna otwiera WSZYSTKIE drzwi w hotelu!!) przedstawiono ludziom i się zaczęło.
Moja posada - food and beverage assistant. Wiąże się to z tym że mój przełożony (dzisiaj przesympatyczny Egipcjanin Ramzey) odbiera telefony od gości, wysyła zamówienie do kuchni, my przygotowujemy tace, komponujemy zamówienie i jedziemy z tym na górę. Hotel ma 8 pięter, każde piętro 56 pokoi, do tego 4 miejsca w których musimy uzupełniać kawę, herbatę, napoje, jedzenie... Bla bla bla. Pierdoły. Ogólnie jest spoko. Świetna atmosfera (w życiu nie poznałem tylu homoseksualistów w tak krótkim czasie :) - kelner, kucharz i cholera wie kto jeszcze), ludzie mili (dwóch Polaków!!), dobre jedzenie (Ramzi pokazał mi jak dzięki znajomościom w kuchni można jeść to co goście jedzą a poza tym jest kantyna z wieloma smakołykami.
Ale.. Wchodząc do hotelu przed 14 wyglądało to tak:
godzina papierkowej roboty, przymierzania ciuchów w pralni (we aren't looking, do it there - pani z pralni i pani z HR)
15-00 - praca - czasami luz a czasami zapieprz. Miałem skończyć o 23 ale przed końcem ludziom odbiło i nie mogliśmy zostawić 10 zamówień jednemu facetowi z nocki no i posiedzieliśmy z Ramzim jeszcze godzinkę. O 24 wyszedłem z hotelu, ledwo zdążyłem na autobus. Jest 01:30, gadam z Matim i zaraz idę spać bo chyba padnę.
Jutro znów na 15, mam nadzieję że nie spóźnię się na autobus i w nocy bedzie można zobaczyć moją fotke w uniformie :).
W międzyczasie byłem na rowerze nad wodą (Amst jest nad zatoką, woda jest niesłona :( ) Ale pizga tak jak nad morzem... Ale o tym innym razem..
Oy!

*ns - http://ns.nl/en/

Brak komentarzy: