Moim zdaniem ludzie z Hiszpanii i Meksyku sa superowi. Przyjacielscy, rozmowni, zawsze usmiechnieci, gdy pytaja "hał ar ju, Adam?" (heh - oni na serio tak mowia :) ) to naprawde chca wiedziec co u mnie. Sa szczerzy. No i gdy w pokoju jest piatka osob ktore znaja hiszpanski i jedna osoba ktora go nie zna to mowia po angielsku. A to to naprawde rzadkosc. 2 Francuzow i 1 niefrancuz - mowia po francusku.
Hiszpanki - "Adam, why are you sad? Don't be sad, smile, dance!" Super. I jest cos czego u nas nie ma. Dziewczyny nie boja sie dotyku - nic intymnego ale to jest fajne. Mowi cos i kladzie reke na ramieniu, tanczy i podejdzie, chwyci za reke. Nice. Niby nic ale jednak.
Meksykanie - jest ich tu paru ale Rafael jest the best. Tak poprostu :).
No i czlowiek dochodzi do wniosku ze trzebaby nauczyc sie hiszpanskiego. Ale to w przyszlosci. W Polsce. Potem do Hiszpanii wyjechac na wakacje, podszkolic i bedzie dobrze. Nice plan :).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
ba, ze hiszpanie rzadza :P nasz wykladowca z madrytu, Diego, byl z nami ostatnio na imprezie i zaaklimatyzowal sie w polskie standardy z niebywala latwoscia ;) Napisze jeszcze raz: bylismy na imprezie z wykladowca, pilismy z nim wodke i gadalismy o laskach !!! Hiszpanie. Pozdrawia źą, któremu nagrałeś Ocean's Twelve :P
Prześlij komentarz