11 lutego 2007

Zycie

Na wyjazdach typu Socrates Erasmus ma miejsce ciekawe zjawisko socjologiczne. Kazdy jest kilkaset(tysiecy) kilometrow od domu, gdzie zostawil rodzine, znajomych, psa, kota, papuzke, chlopaka czy dziewczyne. Spoko jezeli ma sie ze soba jakichs znajomych z uczelni, miasta czy chociaz kraju. Troche dziwnie jest gdy sie nie ma nikogo - wierz mi... Ale wiekszosc ludzi jest w takiej sytuacji. Na poczatku ludzie lacza sie krajami - tutaj - Hiszpanie (dokladnie Hiszpanki), Francuzi (tych tu jest mnostwo), Australijczycy (grono szczelnie zamkniete, ograniczone do powiedzenia 'How are you'), Irlandczycy (fajny maja akcent ale za nic w swiecie nie da sie zrozumiec slow) i inni ktorych nie ma juz tak wiele (Meksykanie, Polacy [2szt], Finowie, Niemcy, Turcy i inni). Potem wszystko zaczyna sie miksowac - Polak kradnie rowery z Hiszpankami (mamy juz 4 i ciagle szukamy nowych), wszyscy pija tequille Meksykanczykow, Francuzi wszystkim mowia ze ich odwiedza w niedalekiej przyszlosci, wszyscy graja w pokera na zetony, itp..
To jest ekstra - ludzie sila rzeczy formuja cos na miare rodziny zastepczej - urodziwej, wesolej, wielonarodowosciowej, tymczasowej i z reguly pijanej (czy pod wplywem innych srodkow - w koncu to Holandia). Jest dobrze. Z tego co wiem to nikt nie przewidywal ze bedzie az tak dobrze :). Kazdemu kto ma mozliwosc wyjazdu, polecam skorzystanie z tej mozliwosci. Chociazby dla dzwinego uczucia gdy po kilku dniach po wstaniu kolo poludnia zamiast pomyslec "cholera - ktora godzina" pomysli sie "shit - what time is it". No i pare razy dziennie mysli sie o domu. O ludziach, o imprezach ktore mialy miejsce nawet o wlasnym pokoju i lozku (tutaj mam z cholerna drabinka - kiedys z niej spade i wypadne za okno). Ale jest dobrze tak czy owak.
Hania pisze ze chce przyjechac. Fajnie :). Kto z Hania? Najlepsza metoda dotarcia tutaj jest lot z Krakowa do Amsterdamu liniami Centralwings (chyba) i pociag z Amsterdamu do Arnhem (okolo 2 godzin, niecale 30 euro w obie strony) albo Wizzairem do Dortmundu i stamtad pociagiem do Arnhem (prawie 30 euro w jedna strone). Nocleg - pare osob mozna upchnac w mieszkaniu wiec to chyba nie bedzie problem. Ceny. Tanio to tu nie jest. Chleb typu gabka - 1, 10 plasterkow sera - 2, sok w kartonie 1l - 1, 12pak heinekena 0,3 - 6, piwo (0,3l) w lokalu - 1,5-2, bilet na koncert Shakiry - 80. Polecam zabrac duze zapasy gotowki. I jak najszybciej sie zdecydowac bo ceny biletow lotniczych ida w gore z kazdym dniem.






Na koniec 2 fotki ze szkoly (+ Hiszpanki). Ten slup posrodku to wodospad. Na dole jest mini rzeczka. Pozatym jest tutaj z 200 komputerow do dowolnego uzytku, windy, schody ruchome (yeah..), gigantyczna stolowka, 2 bary, bezprzewodowy internet w kazdym punkcie (jeszcze nie mamy Kart Studenta i nie sa sie zalogowac). Wszystko w szkle i drewnie, nowiutkie, czysciutkie i jasne. Nice. Troche inaczej niz na przecietnej polskiej uczelni... No i Chinczycy - oni sa wszedzie. Pewnie szpieguja dla Wielkiego Mao zeby potem podbic swiat..





Hiszpanki - w sumie jest ich chyba 7 - tutaj mamy: Ainare (wesola dziewczyna), Laila (piekna dziewczyna), Teresa (otwarta dziewczyna), ?? (nieznana dziewczyna). W sumie to mozna o nich ksiazke napisac bo sa naprawde niesamowite...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Uczelnia powinna startować do konkursu miss-univers(ity) ;-)

Hiszpanki sympatycznie się prezentują... nie masz czasem dylematu - otwarta czy piękna? :-D

Dobrze, że Ci tam płynnie płynie życie ;-)